Krystyna, list nr 4 Maciej wrócił ze swojego wyjazdu, tuliłam się do niego jak porządna żona, zaraz doszło między nami do zbliżenia. Dalej czas mijał dosyć spokojnie. Przyszedł długi weekend majowy, wyjechaliśmy na działkę, prawie sielanka. Nawet zastanawiałam się, dlaczego tak długo nie pojawia się u nas Mikołaj. Przyszła sobota, 26 maja, zjedliśmy śniadanie, zasiedliśmy do kawy. Wówczas Maciej, jakby chcąc mi to przypomnieć, stwierdził, że za tydzień, w niedzielę, 03 czerwca są jego imieniny i chciałby coś zorganizować. Stwierdziłam, że nie ma problemu, tyle tylko, że ja bym chciała cokolwiek wcześniej wiedzieć. Więc uzgodniliśmy co trzeba, w piątek miała przyjść część oficjalna gości, w sobotę bliższa i dalsza rodzina. Tak zaplanował i tak było. W sobotę trochę pobalowaliśmy, więc w niedzielę żadne z nas nie zrywało się zbyt wcześnie. Gdzieś koło południa, po śniadaniu siedzieliśmy jeszcze przy stole, kiedy Maciej zaczął rozmowę - wiesz, w tym tygodniu jest długi weekend, 07 - 10 czerwca. Spojrzałam na niego, mówiąc, że wiem, bośmy w pracy już ten piątek odrobiły. Ale Maciej ciągnie dalej - pomyślałem, że mogli byśmy pojechać sobie na działkę i zrobić tam dalszy ciąg moich imienin. Spojrzałam na niego, pytając - a dla kogo. Maciej stwierdził - mam chęć zaprosić Mikołaja, dawno się z nim nie widziałem. (więcej...)
|